Menu

Wakacyjne podsumowanie

Wrzesień 3, 2017 - Moje subiektywne recenzje
Wakacyjne podsumowanie

Strach pomyśleć, ale właśnie wraz ze szkolnym dzwonkiem skończą się w poniedziałek wakacje… Mnie, co prawda to bezpośrednio nie dotyczy, ale rozumiem dramat wszystkich uczniów wracających do szkół po dwumiesięcznym wypoczynku. Chociaż, jak sobie przypomnę, to ja lubiłam wracać do szkoły – do świeżych książek i zeszytów, które przeglądałam już przed rozpoczęciem roku szkolnego. Szkoła „traciła na wartości” dopiero z czasem i wraz z upływem tygodni coraz bardziej oczekiwałam świąt i następnych wakacji.  

Niestety, jakkolwiek na to nie patrzeć, to ja też już jestem po urlopie, który z resztą pomimo wielu niepowodzeń uważam za bardzo udany. Nie będę Was zanudzać tym, co mnie spotkało i jak długo zajęło mi uporanie się z efektami tych przygód, ale powiem, że spędzony w polskich górach tydzień uważam za rewelacyjny. Kondycja nie pozwoliła mi zdobyć Giewontu, ale nie przejmuję się tym i żyję nadzieją, że może uda się następnym razem.   

Udało mi się przede wszystkim wypocząć i zrealizować swoje kulturalne plany, dlatego jestem przeszczęśliwa. I to jest dla mnie najważniejsze! Pamiętam, jak dopiero co pisałam artykuł z informacjami o wakacyjnych planach – zupełnie jakby to było wczoraj, a obecnie jestem na etapie przygotowania artykułu także z moimi planami, ale już jesiennymi. (Tak było dwa miesiące temu: https://myformido.com/2017/07/07/wakacyjne-plany/ – wpis archiwalny) Nie obejrzymy się, jak zaraz spadnie pierwszy śnieg i zastanie nas Gwiazdka 😉. 

Ciepłe promienie słoneczne będą się jednak jeszcze długo odbijać w moich wspomnieniach… Jak już pisałam, kulturalnie był to bardzo udany czas. Udało mi się zrealizować praktycznie wszystko to, co sobie założyłam. 

Podsumowując, wakacje spędziłam niezwykle aktywnie. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że się nie nudziłam. Po intensywnym okresie egzaminacyjnym na moich studiach, wakacje były dla mnie czasem odprężenia i wypełnienia luk książkowych i filmowych, które powstały w mojej filmowo-książkowej duszy ze względu na wcześniejszy brak czasu. Film i książka oznaczają dla mnie relaks, więc wolne chwile starałam się więc spędzać właśnie z książką lub przed dużym ekranem. Pierwszą pozycją, którą udało mi się przeczytać na początku wakacji był  

Latarnik Camilli Läckberg (https://myformido.com/2017/07/11/latarnik-camilla-lackberg/ – wpis archiwalny). Pozycja bardzo udana. Utrzymana w tym samym – typowym dla autorki – laeckberskim stylu. Jeśli szukacie, to nie spotkacie tutaj niczego nowego, co mogłoby was w jakikolwiek sposób zaskoczyć. Szwedka – z resztą tak, jak to w etapach pisarskich często bywa – wspina się na coraz to cięższe tematy, tak więc książka przepełniona jest niepokonanymi gangami i narkotykami tworzącymi oprawę powieści.  

Kolejnym bohaterem, z którym wybrałam się na wakacyjne rendez-vouz, był David Hunter. Kultowy antropolog sądowy, który grzebie się w zwłokach znajdujących się w stanie daleko posuniętego rozkładu. Zajęcie może mało romantyczne, ale sama historia jest naprawdę w dechę. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji sięgnąć po  

Niespokojnych zmarłych Simona Becketta (https://myformido.com/2017/07/26/niepokoj-zmarlych-moze-udzielic-sie-rowniez-tobie/; zobacz również: https://myformido.com/2017/07/21/chemia-smierci-przypomnienie/ – wpisy archiwalne), to gorąco do tego zachęcam. Pozycja powinna się spodobać, nie tylko fanom samej twórczości angielskiego pisarza lub stworzonego przez niego przesympatycznego lekarza, ale także osobom nieznajomionymi z wcześniejszymi dziełami.  

Chwilę wcześniej odświeżałam sobie pierwszą książkę Becketta z tej serii pod tytułem Chemia śmierci. Książka utrzymana jest w mrocznych klimatach. Jeśli nie przeraża was towarzystwo rozkładających się zwłok, to zarówno i Chemia śmierci Niespokojni zmarli są kryminałami najwyższej klasy.  

W międzyczasie udało mi się wybrać na szkolenie z zakresu maskowania zwłok. Szkolenie nazywało się dokładnie:  

Kryminalistyczna problematyka czynności podejmowanych przez sprawców zabójstw w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej (https://myformido.com/2017/07/31/maskowanie-morderstw-krotki-opis-szkolenia/ – wpis archiwalny). 

Nazwa długa, skomplikowana i nie budzi nadmiernego entuzjazmu, ale z tego co mówiła prowadząca, została ona zmieniona ze względu na zarzucane organizatorom nieuczciwe działania – chwyty marketingowe. Bez względu na nazwę szkolenie określiłabym jako bardzo udane i momentami mrożące krew w żyłach. Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję wziąć udział w tego typu szkoleniu, to wybierzcie się na nie, bo naprawdę warto. Jak wszystko dobrze pójdzie, to w przyszłym tygodniu wstawię artykuł związane z tematyką maskowania zwłok. Uzbrójcie się więc w cierpliwość, a poznacie tajniki maskowania morderstw… 

W Szczecinie, gdzie odbyło się wspomniane szkolenie, udało mi się udać w dość nietypowe miejsce – podobno nawiedzone. Niestety teoria o nawiedzeniu w międzyczasie upadła, ale sama lokalizacja –  

opuszczone prosektorium – wywarła na mnie wrażenie. Interesujący budynek z niezwykle ciekawą historią, która śmiało mogłaby być materiałem dobrej książki – kryminału a nawet horroru. (https://myformido.com/2017/07/27/nawiedzone-prosektorium-w-szczecinie/ – wpis archiwalny). 

W międzyczasie udało mi się sięgnąć po książkę jednej z moich ulubionych autorek – Ericki Spindler.  

Siódemka, bo tak właśnie nazywa się ta książka, mnie ogromnie rozczarowała… (https://myformido.com/2017/07/28/szczesliwa-siodemka-to-nie-jest/ – wpis archiwalny) Myślę, że jeśli czytają ten artykuł sympatycy amerykańskiej pisarki, to z pewnością przyznają mi rację.  

Na początku sierpnia zaczęłam czytać  

Demonologów Geralda Brittle. Recenzji tej książki jeszcze nie napisałam. Mam nadzieję, że uda mi się do tego usiąść w weekend. Nie chcę zbyt wiele zdradzić, ale o tej książce sporo można powiedzieć… Czy dobrze, czy źle, przekonacie się wkrótce.  

Po zakończeniu książki opisującej przypadki, którymi zajmowali się Ed i Lorraine Warrenowie sięgnęłam po baaaaardzo obszerną pozycję –  

To Stephena Kinga i jeszcze jej nie skoczyłam. Książka jest naprawdę ogromna – ma ponad tysiąc stron pisanych drobnym druczkiem. Jestem teraz, gdzieś mniej więcej w połowie i wierzę, że uda mi się ją skończyć przed premierą filmu! Wiem, został mi tylko tydzień, ale będę się bardzo starała. Musi mi się udać! Akcja, cały czas się rozkręca i jest coraz goręcej. Kinga wymiata! Lekturze towarzyszą ogromne emocje.   

 

Wracając jeszcze do tematyki Warrenów i demonów, to w kinach 11 sierpnia miała miejsce premiera filmu  

Annabelle: Narodziny zła. Byłam, oglądałam (i to w 4DX, z czego bardzo się cieszę), ale opinii jeszcze nie napisałam, bo na to również mi nie starczyło mi czasu 🙁, ale obiecuję, że wstawię ją wkrótce.  Niektórzy stwierdzą, że praktycznie miesiąc po premierze, może to być już przysłowiowa „musztarda po obiedzie”. Dementuję plotki, wcale tak nie będzie. Ta opinia sprawi, że zmienicie nastawienie do tego filmu i do tej historii, jeśli już ją widzieliście. Przyszły tekst powinien wpłynąć na ogólny odbiór tego horroru.  

Cofnijmy się na moment w czasie. W lipcu – zanim w kinach ukazała się historia nawiedzonej lalki – oglądałam film pt.  

To przychodzi po zmroku (https://myformido.com/2017/07/09/chcesz-sie-dowiedziec-co-przychodzi-po-zmroku/ – wpis archiwalny)Film grozy w post apokaliptycznym klimacie survivalowym. Na świecie zapanował jakiś wirus-morderca. Nie ma zombiaków, nie ma potworów… Atmosfera grozy jest dobrze budowana. Wydarzania świetnie pozwalają się wczuć w panujący tam klimat, ale… No, właśnie, jest jedno wielkie ale… Jakie? Przekonajcie się sami – post powyżej. 🙂  

W wakacje znalazłam się w egipskich klimatach, w których wy też możecie się znaleźć w MumiiPomimo wielu nieprzychylnych recenzji, uważam, że film był całkiem fajny. Bardzo przyjemnie się go oglądało i chyba był straszniejszy, niż inne pozycje z tego okresu (zgadnijcie jakie 😉), a co najśmieszniejsze, ten film nie był horrorem (https://myformido.com/2017/07/09/chcesz-sie-dowiedziec-co-przychodzi-po-zmroku/ – wpis archiwalny). Myślę, że warto sprawdzić, czy się ze mną zgadzacie. Porównajcie sami.  

Pozostałymi filmami postaram się wam nie zawracać Wam za specjalnie głowy, bo niewiele mają wspólnego z interesującą nas tematyką, z resztą opisałam praktycznie je wszystkie w poście z wakacyjnymi planami (https://myformido.com/2017/07/07/wakacyjne-plany/ – wpis archiwalny). Chciałabym Wam polecić film Sama przeciw wszystkim. Taki trochę korpo świat, nieczyste gierki, szyk i elegancja… i to wszystko w jednym filmie – taki trochę babski świat 😉.  Świetnie stworzona i budowana intryga. W podobnej tematyce była też  

Tożsamość zdrajcy. Agentka ma powstrzymać terrorystów przed użyciem broni biologicznej. W sumie nic nowego czy wyjątkowego, ale mi się podobało. Niezwykle mi się spodobał również film  

Atomic BlondeTwarde kobiety, nietypowe sceny erotyczne, ale jakże bardzo poruszające 😛. Tutaj też jest agentka, też tajna i piękna (Charlize Theron). Kobieta zostaje wysłana do Berlina, żeby zdobyć listę z nazwiskami szpiegów – zadanie oczywiście nie będzie łatwe. Dużo fajnych scen przepełnionych pokrętnym realizmem.  Kobieta od początku filmu ma stłuczoną na kwaśne jabłko twarz, co w filmach rzadko się zdarza. Często jest tak, że gdy bije się z przeciwnikami, to się słania na nogach, bo już nie ma siły dalej walczyć – takich rzeczy w filmach akcji ciężko uświadczyć. Świetna ścieżka muzyczna, świetni aktorzy. Naprawdę! Ten film zadowolił moje potrzeby filmowe w 150% 🙂  

Z letnich komedii warte polecenia są:  

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara,  

W starym dobrym stylu, 

Czym chata bogata! (walcząca ze stereotypami produkcja, niezwykle zabawna) i 

jeszcze do tego polska komedia – Volta. 

Interesująca była również Mroczna wieża, której scenariusz powstał na podstawie powieści S. Kinga. Produkcja do rewelacyjnych nie należy, ale też nie jest najgorsza. Świetnie odegrana rola przez Idrisa Elba. Jakość ekranizacji była do przewidzenia, bo jak można tak długą powieść dobrze przedstawić w lekko ponad 120 minut?  

Nie przepadam za filmami wojennymi, pomimo to przypadła mi do gustu Dunkierka. Nie było tam latających flaków i obrzydliwości, które często towarzyszą filmom wojennym. Jak na tego rodzaju produkcję dobrze się ogląda i lekko przyswaja.  

Kompletną wakacyjna porażką były natomiast: Transformersi: Mroczny rycerz. To była totalna katastrofa, aż przysypiałam w kinie. Bardzo monotonnya była także komedia – Paryż może poczekać. Kobietom może ona nawet przypaść do gustu, ale drogie panie, nie zabierajcie na nią swoich mężczyzn. Oni mogą tego nie przeżyć 😉.  

Liczyłam, że Baywatch: Słoneczny patrolOstra noc i Babskie wakacje okażą się śmiesznymi komediami. Nie okazały się… Niby się na nich trochę śmiałam, ale bardziej z poczucia powinności, aniżeli dlatego że tak czułam. Trochę przykre, ale to nic niezwykłego, że spora część filmów jest nad wyraz przeciętna.  

Sympatykom seriali gorąco polecam część pierwszą i drugą Krzyku. Do filmu pełnometrażowego mam mieszane uczucia, ale serial uważam za genialny. Ogląda się szybko odcinek za odcinkiem, a gdy się skoczy, to ciężko w życiu wypełnić lukę, która po nim powstaje.   

To chyba tyle… Tym, że nie udało mi się przeczytać książki Oględziny miejsca zwłonie zamierzam się chwalić. 😉  

W trakcie wakacji zorganizowałam konkurs, w którym można było wygrać podwójny bilet do kina. Nagrodę powiększyłam ostatecznie o jeszcze jedną podwójną wejściówkę, ale zwycięzcy się jeszcze po nie do tej pory zgłosili 😛. Może teraz się zgłoszą. Jeśli nie, to postaram się ich osobiście odnaleźć.  

Ostatnią kwestią wakacyjną, którą chciałabym poruszyć jest temat gier. Na co dzień granie mnie w ogóle nie interesuje. Uważam to za stratę czasu. Tym razem było inaczej. Stało się tak za sprawą pewnej gry – horroru. Ta gra powaliła mnie na kolana. Nigdy nie byłam fanką grania i raczej już nie zostanę, ale to, co przeżyłam grając w  

Until dawn (https://myformido.com/2017/08/01/until-dawn-jakkolwiek-glupio-to-nie-zabrzmi/ – wpis archiwalny) jest warte wspomnienia w tym wpisie i polecenia jej fanom dreszczyku emocji. Warto ją przejść – gęsia skórka gwarantowana.  

Ostatecznie pod koniec wakacji postudiowałam sobie jeszcze tatrzańskie przewodniki i mapy. Wakacje spędziłam w Kościelisku. Bardzo polecam i zachęcam do aktywnego spędzania wakacji np. w górach. Spacery, wędrówki wśród rodziny lub przyjaciół plus piękne widoki, to świetne połączenie.  

 

To i zdjęcie poniżej to akurat nie góry, tylko Mazury ;), które również miałam okazję odwiedzić 

Wakacje oceniam ogólnie za bardzo udane! A Wam, jak się udały wakacje? Jak je spędziliście? Aktywnie? Przed książką? A może w kinie? Pochwalcie się!   

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: